
Purosangue ma ponad 497 cm długości, jest więc potężnym pojazdem. Tylne drzwi otwierają się "pod wiatr", samochodu nie pozbawiono jednak środkowego słupka, który gwarantuje, że sztywność nadwozia pozostanie na wysokim poziomie.

W kabinie Purosnaguer nie znajdziemy centralnego ekranu, system infotainment nie łączy się z internetem, a samochód nie ma nawet nawigacji. Dlaczego? Bo jak zauważyli Włosi, internet i nawigację mają smartfony, które dziś ma każdy. Zamiast wielkiego środkowego ekranu w Purosangue zastosowano dwa mniejsze - cyfrowych zegarów dla kierowcy i drugi - dla pasażera.

Biegi w przekładni zostały ciasno zestopniowane - identycznie jak SF90 Stradale czy 296 GTB, jedynie ósme przełożenie to nadbieg, który ma obniżać hałas i zużycie paliwa podczas szybkiej jazdy autostradowej.

Oczywiście jazda do przodu to nie wszystko, Ferrari musi się również odpowiednio prowadzić. Włoscy inżynierowie, by rozkład mas pomiędzy osiami Purosangue był zbliżony do ideału. Silnik cofnięto w stronę kabiny, skrzynię biegów umieszczono przy tylnej osi (tzw. układ transaxle), dzięki czemu 49 proc. masy przypada na przednią oś, a 51 - na tylną. O resztę dba aktywne zawieszenie.
Ferrari Purosnague we Włoszech kosztuje 390 tys. euro. Pierwsze samochody wyjadą z salonów w drugim kwartale przyszłego roku.
