W porównaniu z konkurencją oferuje ciasne wnętrze, nieciekawą stylistykę, niewielką przestrzeń ładunkową i przeciętne osiągi. Wszystkie te przypadłości nie przeszkadzają mu jednak w tym, by być jednym z najlepszych pojazdów dostępnym na rynku wtórnym. Tym razem postaramy się przybliżyć sylwetkę Toyoty Corolii E11 zwanej potocznie „syrenką”.

Corolla oferowana była w aż czterech różnych wersjach nadwoziowych. Klienci wybierać mogli między: trzydrzwiowym hatchbackiem, czterodrzwiowym sedanem oraz pięciodrzwiowymi liftbackami i kombi. W przypadku tego ostatniego konstruktorzy nie wykazali się jednak niczym szczególnym – bagażnik o pojemności zaledwie 308 litrów dyskwalifikuje auto, jako pojazd stricte użytkowy. Rodziny omijać powinny również wersję trzydrzwiową – ta – z uwagi np. na krótko zestopniowaną, sześciostopniową skrzynię biegów (model G6) adresowana była raczej do singli z żyłką sportowca.

Ponieważ ekscentryczna stylistyka nie wszystkim przypadła do gustu, Toyota zdecydowała się na lifting karoserii już w trzy lata po debiucie modelu. W 2000 roku znacząco zmienił się pas przedni (zniknęły okrągłe reflektory), wprowadzono również niewielkie modyfikacje na konsoli środkowej. Do palety jednostek napędowych dołączyły wówczas benzynowe silniki wyposażone w system zmiennych faz rozrządu VVT-I.

W momencie debiutu Corolla dostępna była z trzema jednostkami napędowymi - dwoma benzynowymi (1,4 l. 88 KM i 1,6 l. 111 KM) oraz jednym, wolnossącym silnikiem wysokoprężnym (72 KM). Chociaż Polacy darzą szczególną sympatią zwłaszcza silniki Diesla, 72-konną jednostkę ciężko polecić z czystym sumieniem. Archaiczna budowa sprawia, że silnik wytrzymuje wprawdzie olbrzymie przebiegi, ale wibracje, kultura pracy i kiepskie osiągi powodują, że jazda z pewnością nie należy do przyjemności.

Przy okazji restylingu nadwozia w gamie jednostek napędowych pojawiły się benzynowe 1,4 l. i 1,6 l. wyposażone w system zmiennych faz rozrządu VVT-i. Oba zapewniają autu świetną dynamikę, ale ich niezawodność nie jest już tak wysoka, jak w przypadku poprzedników. To samo dotyczy również wprowadzonego w miejsce odmiany 72-konnej, nowego doładowanego silnika Diesla 2,0 l. D-4D. Wprawdzie kulturą pracy i osiągami nie ustępuje on w niczym współczesnym jednostkom wysokoprężnym, ale naprawy wtryskiwaczy, turbosprężarki czy koła zamachowego nie należą do tanich. Podsumowując – większości kierowców na pewno zadowoli podstawowy silnik 1,4 l. (88 KM). Oczekującym dużej dynamiki śmiało polecamy jednostkę 1,6 l. (110 KM). W obu przypadkach koszty obsługi i zużycie paliwa nie powinny rujnować domowego budżetu.

Najwięcej usterek przysporzyć może zawieszenie. Zwłaszcza w polskich warunkach często do wymiany kwalifikują się łączniki stabilizatorów i tuleje metalowo-gumowe. Warto też dokładnie skontrolować nadwozie pod kątem korozji. Rdza atakowała głównie samochody wyprodukowane w Japonii (nadkola tylne), to zasługa kiepskiej powłoki lakierniczej i długiej podróży morskiej przez ocean. Czasami zdarzają się również usterki elektryki (centralne zamki, podświetlenie tablicy przyrządów).






1."ciasne wnętrze, niewielka przestrzeń ładunkowa i przeciętne osiągi" - w segmecie C (kompakty) jak na tamte lata miejsca było dość (konkurencja robiła np. 306...) a silnik 1.3 (nie 1.4 jak uważacie!) 86KM był jednym z najmocniejszych na rynku!!! Były auta większe nie przeczę - Focus, Octavia. Ale nie dramatyzujmy że Corolka jest ciasna.
2."Rodziny omijać powinny również wersję trzydrzwiową – ta – z uwagi np. na krótko zestopniowaną, sześciostopniową skrzynię biegów (model G6) adresowana była raczej do singli z żyłką sportowca". - Ahaaa, bo nie powstawały wersje 3-drzwiowe ze zwykłą manualną piątką co? Kumpel od 6 lat jeździ taką z synem i co? Da się. Tylko chcieć to móc!
3."W momencie debiutu Corolla dostępna była z trzema jednostkami napędowymi - dwoma benzynowymi (1,4 l. 88 KM i 1,6 l. 111 KM) - benzyny miały 1.3 86KM oraz 1.6 110KM...