Na szczęście, na rynku wtórnym spotkać można kilka aut, które – pomimo wieku – dzielnie opierają się duchowi czasu i nie sprawiają swoim właścicielom większych kłopotów. Jednym z takich pojazdów jest bez wątpienia pierwsza generacja Mitsubishi Outlandera.

Biorąc pod uwagę wymiary (długość 4,5 m – rozstaw osi 2,62 m) samochód plasuje się pomiędzy klasą C i D. Oznacza to, że Outlander z powodzeniem wywiąże się z roli pojazdu rodzinnego – auto nie boi się też długich tras. Ma jednak pewne wady, z których – przed kupnem – warto zdawać sobie sprawę.
Słabą stroną Outlandera jest projekt wnętrza. Za kierownicą można poczuć się jak w samochodzie z początku lat dziewięćdziesiątych – deska rozdzielcza wykonana jest z twardego plastiku, a stylistom ewidentnie brakowało polotu. Na plus zaliczyć można wprawdzie wyposażenie (większość egzemplarzy ma co najmniej 4 poduszki powietrzne, klimatyzację, pełny pakiet elektryczny i skórzaną lub welurową tapicerkę) ale nie obyło się bez pewnych wpadek w zakresie ergonomii. Właściciele często narzekają na ograniczoną liczbę niewielkich schowków, znalezienie właściwej pozycji za kierownicą utrudnia brak regulacji tej ostatniej w dwóch płaszczyznach. Wyższe osoby narzekać też będą na brak regulacji wysokości fotela pasażera. Z czasem twarde plastiki zaczynają też wydawać z siebie niezbyt przyjemne dźwięki – po 150-200 tys. km irytujące trzaski i piski są w Outlanderze na porządku dziennym.

Na tym, na szczęście, wady Outlandera się kończą. Właściciele chwalą auto za niezłe właściwości jezdne (napęd 4x4) i ogólną trwałość. Samochód – jak mało który – może się pochwalić opinią bezawaryjnego. Większość wizyt w warsztatach wiąże się jedynie z dokonywaniem czynności obsługowych i wymianą materiałów eksploatacyjnych (pamiętajmy o wymianie rozrządu – oryginalny wytrzymuje około 90 tys. km – zamiennik – nie więcej niż 60 tys. km!).

Z czasem drobne problemy sprawiać też może klimatyzacja czy sondy lambda (podwyższone spalanie). Trzeba też wiedzieć, że Outlandery pierwsze generacji cierpiały z powodu wady fabrycznej przednich reflektorów, których klosze – z czasem – pękały. Usterka jest o tyle niepokojąca, że nie pozwala na pozytywny wynik badania technicznego. Na szczęście nie trzeba wymieniać całych lamp - ratunkiem okazuje się wymiana samych kloszy na zamienniki.





