
Natomiast stylistycznie samochód nie zaskakuje, po wyglądzie nadwozia od razu można poznać, że mamy do czynienia z Volvo, a znakiem rozpoznawczym są przednie światła z tzw. młotem Thora.

Volvo EX30 będzie oferowane w trzech wersjach napędowych. Bazowa wersja ma jeden silnik elektryczny o mocy 272 KM, umieszczony przy tylnej osi, którzy czerpie energię z baterii o pojemności 51 kWh. Zasięg wg WLTP to 344 km, czyli raczej nie uda się przejechać 300 km. Na szczęście silnik ten można połączyć również z baterią o pojemności 69 kWh, która zapewnia 480 km zasięgu wg WLTP, czyli realnie ponad 350 (w lecie zapewne da się przejechać nawet ponad 400 km).

Niestety, podobnie jak wszystkie nowe Volvo, również EX30 niezależnie od silnika ma prędkość maksymalną ograniczoną do 180 km/h. Inna sprawa, że w autach elektrycznych taka prędkość nie jest do utrzymania na dłuższą metę, bo błyskawicznie rozładowuje baterię, więc boli to mniej niż w samochodach spalinowych.

W polskich salonach można już składać zamówienia na Volvo EX30.
Ceny zaczynają się od 170 tys. zł, na tyle wyceniono wersję Core z z napędem na tył i baterią 51 kWh. Dopłata do większej baterii (69 kWh) wynosi 25 tys. zł. Cennik zamyka EX30 w wersji Ultra z dwoma silnikami za 240 tys. zł. Są to całkiem spore kwoty jak na samochód miejski, ale nie odbiegające od konkurencji.
Na 2024 rok zaplanowano premierę EX30 w wersji Cross Country, czyli uterenowionej.





