Pierwsze prace nad nową wówczas klasą S rozpoczęto już w 1992 roku – w dwanaście miesięcy po tym, jak do salonów trafił mocarny Mercedes W140.

Niestety, z perspektywy czasu trzeba stwierdzić, że – w przeciwieństwie do designerów – do pracy niezbyt przykładali się inżynierowie i pracownicy niemieckiej fabryki w Sindelfingen, gdzie budowane były Mercedesy klasy S...
W220 oferowany był w dwóch wariantach różniących się rozstawem osi. Wersja „krótka” mierzyła 5,04 m długości – rozstawowi wynosił 2,964 mm. Bardziej wymagający klienci mogli zdecydować się na auto o długości 5,15 m o rozstawie osi 3086 mm.

W stosunku do modelu W140 nowością była nie tylko stylistyka, ale i część rozwiązań technicznych. Mercedes zrezygnował ze sprawdzonego hydropneumatycznego układu NIVO (w które wyposażony był m.in. W140) i wyposażył auto w samopoziomujące się zawieszenie pneumatyczne o nazwie Airmatic. Firma ze Stuttgartu eksperymentowała z tego typu układami już w latach osiemdziesiątych, ale wówczas inżynierowie uznali, że system jest zbyt usterkowy, by mógł się znaleźć w aucie z gwiazdą na masce. Niestety, w kilkanaście lat po pierwszych próbach, szefostwo Mercedesa wyzbyło się wątpliwości, co boleśnie odczuły tysiące użytkowników W220 (warto dodać, że system hydropneumatyczny – Active Body Control – dostępny był za dopłatą...).

Na jakie niespodzianki powinien przygotować się nabywca używanej klasy S typoszeregu W220?
Ceny egzemplarzy z pierwszych lat produkcji rozpoczynają się od około 15 tys. zł. To mniej, niż zapłacić trzeba za przyzwoicie utrzymanego W140 a nawet pierwszą klasę E, czyli model 124! Niski pułap cenowy nie bierze się jednak znikąd. Serwisowanie samochodu generuje ogromne koszty więc za auto w naprawdę przyzwoitym stanie technicznym zapłacić trzeba zazwyczaj od 30 tys. zł w górę. Auta z końcówki produkcji z udokumentowaną historią to wydatek nawet 50-80 tys. zł.

W przypadku pojazdu klasy premium trudno się dziwić, że kompletna naprawa zawieszenia zamknąć się może kwotą 10-13 tys. zł. Dla nabywców tego typu pojazdów problemem nie są, a przynajmniej nie powinny(!), być możliwe koszty, ale fakt, że – w przeciwieństwie do poprzedników – na klasie S typoszeregu W220 trudno polegać. Niemal każda usterka zawieszenia kończy się „przysiadem” karoserii (w przypadku nieszczelności najszybciej opuszcza się tył), co uniemożliwia dalszą jazdę. Nikt nie prowadził wprawdzie oficjalnych statystyk, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że w historii Mercedesa nie było drugiego takiego modelu, który równie często, jak W220 przewożony był na lawetach.

Za wyjątkiem systemu Airmatic, z mechanicznego punktu widzenia, Mercedes S W220 jest samochodem trwałym. Większość egzemplarzy bez większych awarii (ze strony układu napędowego) pokonuje 400-500 tys. km. Po takim przebiegu (warto pamiętać, że większość z oferowanych w Polsce egzemplarzy ma „skorygowane” liczniki) problemy sprawiać zaczyna osprzęt silnika (alternatory, rozruszniki), skrzynie biegów czy przekładnia kierownicza (wycieki). Z rezerwą radzimy podchodzić do wysokoprężnego V8 o pojemności 4,0 l. Oprócz dwóch turbosprężarek i ośmiu wtryskiwaczy, koszty ewentualnych napraw mocno potęgują dwie głowice. Lepszym wyborem wydaje się więc rzędowy 3,2 CDI o sześciu cylindrach, chociaż i on nie jest pozbawiony wad (podobnie jak u konkurencji często zacierają się klapy sterujące przepływem powietrza w kolektorze ssącym). V8 miewają też problemy z automatycznymi skrzyniami biegów (żaden W220 nie był wyposażony w ręczną przekładnię), które nie wytrzymują ogromnego momentu obrotowego.

Chcesz kupić W220 za mniej niż 30 tys. zł? Lepszym wyborem może okazać się jego poprzednik - W140. Zobacz, na co zwracać uwagę przy zakupie i sprawdź jego mocne i słabe strony!





