Chociaż auto zapewnia komfortowe warunki podróżowania (rozstaw osi 2,68 m, długość 4,67 m), przestronny bagażnik i bogate wyposażenie (m.in. 6 poduszek powietrznych, klimatyzacja, pakiet elektryczny), ceny na rynku wtórnym uznać można za przystępne. W czym tkwi haczyk?

W porównaniu z poprzednimi generacjami oszczędności dostrzec można na pierwszy rzut oka. Wnętrze – chociaż przestronne i ciekawie rozplanowane – nie grzeszy jakością materiałów wykończeniowych – twarde plastiki szybko się rysują i wydają w czasie jazdy nieprzyjemne dźwięki (skrzypienie, trzaski).
Legendy dotyczące awaryjności Nissana Pirmery P12 dotyczą głównie egzemplarzy z początku produkcji (przed liftingiem w 2005 roku). Większość krytycznych opinii dotyczy wysokoprężnego silnika 1,9 dCi konstrukcji Renault, który spotkać można również w Lagunie II generacji okrzykniętej mianem „królowej lawet”.

Po przebiegu rzędu 200 tys. km (dotyczy wszystkich jednostek napędowych) trzeba się przygotować na usterki osprzętu: rozrusznika, alternatora czy np. wybieraka skrzyni biegów.
Na poważne usterki – z reguły – nie cierpią samochody z silnikami benzynowymi (wyposażono je w bezobsługowy łańcuch rozrządu), ale nie wszystkie jednostki polecić można z czystym sumieniem. Problemy stwarza czasami motor o pojemności 1,8 l, który znany jest z dużego apetytu na olej i ulegającym awariom cewek zapłonowych. Biorąc pod uwagę masę auta najlepszym wyborem wydaje się być benzynowa dwulitrówka o mocy 140 KM. Ta ostatnia często zamawiana była jednak z bezstopniową przekładnią typu CVT, która – z czasem – może się okazać przysłowiową studnią bez dna. Po większym przebiegu w skrzyni lubi rozciągać się łańcuch transmisyjny, koszty naprawy uszkodzonego podzespołu przewyższać mogą wartość auta.

Wbrew pozorom, przy odpowiedniej obsłudze serwisowej Nissan Primera P12 okazuje się jednak stosunkowo trwałym autem, które – zwłaszcza w wersjach z silnikami benzynowymi – okazuje się często mniej usterkowe, niż francuska, włoska czy niemiecka konkurencja.





