Samochody elektryczne wciąż pozostaje w tyle za autami spalinowymi, nawet jeśli dane technicznie wskazują inaczej. Mają większą moc i doskonałe osiągi, ale w Europie nie ma praktycznie dróg, na których można by je wykorzystać. Zasięg teoretyczny samochodów elektrycznych jest radykalnie obcinany nie tylko przez sposób jazdy (widzieliście kiedyś auto elektryczne, które na autostradzie utrzymuje prędkość przelotową 140 km/h?) ale i pogodę. Wystarczy lekki mróz, by zasięg spadał w szybki sposób, ze względu na spadek pojemności baterii, ale również np. włączenie ogrzewania.

Mimo wszystko, przymuszani podatkami i kuszeni darmowym parkowaniem Europejczycy kupując coraz więcej aut elektrycznych. Jak wynika z danych firmy analitycznej JATO Dynamics, w ciągu pierwszych 11 miesięcy 2021 roku najchętniej wybierali Teslę Model 3.
Do listopada włącznie z europejskich salonów wyjechało 113 397 egzemplarzy tego modelu, co oznacza wzrost do analogicznego okresu ubiegłego roku o 84 procent.

Wyniki te osiągnięto na rynku zdewastowanym przez zerwane łańcuchy dostaw, co wywołane zostało kryzysem półprzewodnikowym. Innymi słowy, kierowcy w Europie często kupowali te samochody, które producenci byli w stanie im dostarczyć, a nie te, które naprawdę chcieli. To właśnie dlatego we wrześniu 2021 roku Tesla Model 3 okazała się najliczniej kupowanym samochodem w Europie pokonując wszystkich spalinowych konkurentów, z Volkswagenem Golfem czy Renault Clio na czele.
To właśnie głównie ze względu na kryzys półprzewodnikowy 11 proc. wszystkich sprzedanych w Europie samochodów ma napęd elektryczny. Producenci, nad którymi wiszą kary za przekroczenie średnich norm emisji, dostępne chipy wolą montować w autach elektrycznych, kosztem samochodów spalinowych. Analitycy szacują, że gdyby nie ten proceder, udział samochodów elektrycznych w rynku nowych aut w 2021 roku nie przekroczyłby 8 procent.





