
Za te ostatnie odpowiada stały napęd na wszystkie koła, reduktor, blokada centralnego dyferencjału oraz (opcjonalna) tylnego mostu. Dodatkowo Land Rover Discovery 3 standardowo wyposażony był w zarządzający napędem 4x4 układ Terrain Response. Systemem steruje się za pomocą pokrętła w kabinie - kierowca wybiera rodzaj nawierzchni bo jakiej się porusza (śnieg, kamienie, piasek itp), a elektronika już sama zadba o to, by zapewnić jak najlepszą trakcję.

Próbując kupić auto bez tego "udogodnienia", z klasycznymi sprężynami trzeba szukać aut w bazowej wersji S. Z kolei najbogatsza wersja HSE posiada bardzo bogate wyposażenie, m.in. automatyczną klimatyzację, wielofunkcyjną kierownicę czy skórzaną tapicerkę. Jednym słowem: naprawdę ma się co psuć...
Land Rover Discovery 3 jest pojazdem dość rzadkim i skomplikowanym, przez co trzeba się liczyć z wysokim kosztem serwisu. Wiele elementów jest praktycznie niedostępnych poza serwisem (np. szyberdachy, które potrafią pękać), dlatego warto mieć w pobliżu zakład wyspecjalizowany w naprawach samochodów tego typu. Dla przeciętnego mechanika problemem (z powodu braku odpowiedniego sprzętu) mogą się okazać nawet podstawowe czynności serwisowe!

Na rynku trafiają się również samochody z silnikiem V6 o pojemności 4.0. Ta jednostka w przeciwieństwie do 4.4 nie jest konstrukcją własną Land Rovera, ale pochodzi od Forda. Discovery z jednostką 4.4 były sprzedawane głównie w USA, ale trafiały również do Europy. W tym miejscu warto wspomnieć, że na rynku amerykańskim Land Rover Discovery 3 był oferowany jako LR3. Jeśli auto z USA nazywa się Discovery to jest to jasny sygnał, że jego przeszłość była skomplikowana.
Zresztą, samochody z USA w przypadku Discovery generalnie nie są dobrym pomysłem. Raz, że na auta na rynek amerykański buduje się nieco inaczej niż na rynki europejskie. Dwa, że do Europy sprowadza się głównie samochody powypadkowe lub w inny sposób uszkodzone. A naprawa tak zaawansowanego samochodu nie jest ani łatwa ani tania.


Na całe szczęście – poprzednik nie słynął z bezawaryjności – dużo zmieniło się pod maską. Wraz z debitem ”czwórki” w cennikach pojawił się wysokoprężny silnik SDV6 o pojemności 3,0 l. Podwójnie doładowana jednostka generowała moc 211 KM i 520 Nm, dzięki czemu ważący blisko 2,6 tony pojazd przyspieszał do 100 km/h w 10,7 s i osiągał prędkość maksymalną 180 km/h. W ofercie byłą też wzmocniona wersja generująca 245 KM i 600 Nm.
Ważniejszy od osiągów jest fakt, że motor – w przeciwieństwie do poprzednika – silnik SDV6 nie wykazuje już nadmiernej tendencji do usterek układu korbowo-tłokowego. Poprzedni 2,7 TDV6 (uwaga oferowano go do 2010 roku!) to zdecydowanie pięta achillesowa brytyjskiej terenówki. Oprócz wspomnianych już usterek (zacieranie się, pękanie wału korbowego) motor cierpiał też na problem przegrzewania się (zwłaszcza w czasie szybkiej jazdy autostradowej) i liczne wycieki. Jedyny plus jest taki, że TDV6 nigdy nie było oferowane z filtrem cząstek stałych.

Na tle Discovery III odświeżony model uchodzi za zdecydowanie trwalszy i mniej awaryjny. Mimo tego trzeba przygotować się na zaporowe koszty eksploatacji. Przykład? Szczątkowy remont zawieszenia pneumatycznego (wymiana kompresora i kolumn) pochłonie co najmniej 10 tys. zł. Podobne kwoty wygenerować może naprawa zużytej skrzyni biegów kompleksowa wymiana wahaczy i elementów metalowo-gumowych w zawieszeniu.





